Ze Sławomirem Wagnerem,
prezesem Polskiej Izby Ochrony,
rozmawia Andrzej Popielski.

Andrzej Popielski: Jak duża jest branża ochrony? Liczba koncesji nic nie podpowiada, bo nie pokrywa się z rzeczywistością. Ale np. samych SUFO, a więc firm większych, tych wywodzących się z komercyjnych agencji ochrony, jest około 900.
Sawomir Wagner: Trudno się doliczyć choćby z tego powodu, że istnieją firmowe spółki-córki posiadające indywidualne koncesje... Branżę szacuję na ponad 250 tys. osób, firm może być około 3600, czterech tysięcy pewnie nie ma.

To dużo. Za to zaangażowanie tych firm w organizacje samorządu zawodowego jest małe. Z moich szacunków wychodzi rząd wielkości udziału 15–20% firm. (Trzeba jeszcze pamiętać, że są firmy będące naraz w 2–3 organizacjach, a także że np. Polalarm to nie stowarzyszenie firm, ale osób prywatnych).

I tak to obecnie trzeba oceniać. Wydaje mi się, że słaba aktywność branżowa wynika z liberalnego podejścia do działalności gospodarczej. Tymczasem nasza branża jest specyficzna, to branża zaufania publicznego, chroniąca czasem wielkie majątki, a nawet życie. Tu nie chodzi o grupę „wolnych strzelców”, którzy dostali licencje lub koncesje i nic ich nie dotyczy poza obiektem, z którego żyją lub dorabiają do emerytury. Powinna być przynależność obowiązkowa, tak jak w Niemczech. Dopiero taka presja środowiskowa umożliwia wytworzenie standardów usług ochrony fizycznej i technicznej. Firma niezrzeszona nie narzuci rynkowi niczego, nie wykreuje dobrych praktyk. Najpierw więc obligatoryjna przynależność, potem standardy, a wtedy łatwiej rozmawiać z klientami o wartościowaniu kontraktów.

Pozostało siedem miesięcy do EURO 2012. Czy nadal nic nie wiadomo o udziale polskich firm ochrony w zabezpieczeniu imprez?

Czy będą uczestniczyć samodzielnie? Czy jako podwykonawcy firm narzuconych przez UEFA? Nie wiadomo. Dziennikarz ogólnopolskiej gazety powiedział mi niedawno, że federacja narzuciła np. swoją firmę cateringową, i nie jest to firma polska. Ale trzeba zacząć od tego, że na te rozgrywki, mówiąc kolokwialnie „wypożyczono nas”, pozwolono nam je zorganizować. A co do zabezpieczenia, to UEFA po wielu mistrzostwach wypracowała własne standardy – służby informacyjne, stewardzi itd. Ma być miło i sympatycznie, nie wyobrażają sobie umundurowanych pracowników ze środkami przymusu bezpośredniego, straszących swoim widokiem kibiców. Priorytetowe są standardy UEFA, czego dowodem rządowe prace nad tzw. specustawą.

Myśli Pan pewnie o nowelizacji ustawy o bezpieczeństwie imprez masowych, która zmieniła 10 ustaw, w tym 5 kodeksów. Ma ona rozdział o bezpieczeństwie turnieju EURO 2012, który 12 listopada wszedł w życie i mówi o przepisach porządkowych dla policji, SG, PSP, BOR. Daje im szersze uprawnienia m.in. do pobierania, gromadzenia i przetwarzania informacji, w tym danych osobowych. Ale interesuje mnie co innego: biznes dla branży ochrony.

Może niektóre polskie agencje na tym skorzystają, nie będę domniemaniami robił im reklamy. Może nasi ludzie będą pracować na zasadzie podwykonawstwa, w takim outsourcingu. Ale słyszałem, że firmy zagraniczne pchające się na nasz rynek żądają od tych firm wysokiej kaucji zabezpieczającej.

Spójrzmy na tę wielką imprezę z lotu ptaka. Na bezpieczeństwo mistrzostw w Aus-trii i Szwajcarii UEFA wydała 40 mln euro...

Sześćdziesiąt milionów.

No więc porównajmy tę kwotę do rocznych obrotów polskiej branży ochrony, które wynoszą 3 mld zł (tj. ok. 800 mln euro).

Wg moich wyliczeń około 6,5 mld zł. Jakaś firma też liczyła podobnie.

Czy nie Frost & Sullivan? Ale po zestawieniu tych liczb ze sobą ten biznes nie wygląda jak Sezam kapiący od złota. To zarobek krótkotrwały... Poza tym dla nielicznych, bo reszta będzie musiała obejść się smakiem.

Ma pan prawo tak myśleć. Ale odniosę się jeszcze do dwóch spraw związanych ze specyfiką EURO 2012. To, że nasi pracownicy byliby podwykonawcami, nie jest do końca złe. To nie jest polska liga z polskim kibicem lub kibolem. Będzie wielu obcokrajowców. Ludzie w służbach informacyjnych lub porządkowych muszą znać przynajmniej jeden język obcy; żeby pokierować czy doradzić, pomóc w kłopocie; pokazać gdzie jest wyjście, toaleta itd.
Przestrzeń EURO 2012 dzieli się na dwie strefy organizacji i ochrony: stadiony z okolicami oraz miejskie strefy kibica (fun zone), w których na telebimach mecze będzie oglądać więcej ludzi niż na stadionach. Strefami mają zarządzać miasta turniejowe – muszą one ogłosić przetargi na operatorów, którzy będą tam organizować działalność i np. sprzedawać „dewocjonalia” sportowe. Izbowi specjaliści mogliby szkolić pracowników służb porządkowych i ochronnych dla tych stref wg założeń UEFA, ale też jeszcze nic pewnego na ten temat nie wiemy (stan z połowy listopada).

Zmieńmy temat. Ustawa o ochronie osób i mienia ma już 14 lat. Ile było prób jej nowelizacji?

Każda ekipa rządowa podejmowała takie działania (MSWiA). Było więc chyba pięć podejść. Ostatnie z inicjatywy naszego środowiska, nawet Izby, która zwróciła się do szefów pozostałych organizacji o wspólne działanie.

Żeby przeforsować ustawę w parlamencie, pod projektem poselskim trzeba mieć coś więcej niż podpisy 15 posłów. Najlepiej parlamentarną grupę przekonanych do sprawy. Same intencje branży i dobre chęci w ministerstwie to trochę mało. W Sejmie jest tłok legislacyjny. Liczą się twarde łokcie, zwłaszcza gdy nadchodzą wybory.

Z wyjątkiem jednej kadencji rządu skróconej w połowie do poprawiania ustawy zabierano się w środku lub na końcu kadencji, gdy wszyscy byli już zajęci obroną własnych pozycji. Projekty lądowały więc w koszu. Tym razem czekamy z niecierpliwością na nowe władze, a pozytywne poglądy Departamentu Zezwoleń i Koncesji się nie zmieniły (rozmowa przed sformowaniem nowego gabinetu).

Ciągle mówimy, jak znowelizować tę ustawę, rzadko o treściach. Dlaczego nowelizacja jest potrzebna?

Obstajemy nadal przy tym, żeby wprowadzić tzw. licencję menedżerską. Istotą sprawy jest to, że ma być ona oderwana od warunku dobrego stanu zdrowia. Chodzi o prawa starszych najczęściej pracowników branży, a tacy rzadko mają przed sobą dobrą perspektywę zdrowotną. Ale posiadanie i prowadzenie firmy zależy od wiedzy i umiejętności, a nie od możliwości fizycznych wymaganych od pracowników z licencją ochrony fizycznej I stopnia. W pierwszych projektach wnioskowaliśmy, żeby stworzyć kolejny rodzaj licencji, tzw. III stopnia. Lecz są to dodatkowe koszty i kłopoty. Łatwiej zmodyfikować istniejący system.
Obecny projekt jest taki, żeby posiadacz licencji II stopnia miał uprawnienia całościowe do upływu daty ważności swoich badań lekarskich. Potem, jeśliby chciał nadal bezpośrednio uczestniczyć w działaniach ochronnych (np. konwojowanie, pilnowanie...), musiałby wystąpić o bezpłatną licencję I stopnia, po przejściu badań lekarskich. Nadal posiadałby jednak uprawnienia kierownicze wynikające z „dwójki” – prawa do wystąpienia o koncesję, prowadzenia firmy, zarządzania zespołami ludzkimi oraz opracowywania planów ochrony. Czyli miałby dwie licencje.

Jakieś inne pomysły?

Nadal chcemy zrównać uprawnienia wynikające z art. 17 Ustawy o OOiM, bo są niekonstytucyjne. Teraz przedsiębiorca prowadzący działalność, jako osoba fizyczna wpisana do ewidencji o działalności gospodarczej, musi mieć licencję II stopnia, by uzyskać koncesję. Natomiast w spółkach prawa handlowego prezes zarządu (właściciel) licencji posiadać nie musi. Wystarczy, że ma pełnomocnika z „dwójką”, który zajmuje się przypisanym do niej zakresem czynności. Inaczej jest np. w przepisach o obrocie bronią czy w usługach detektywistycznych.
W propozycjach jest sporo ze sfery zabezpieczeń technicznych. Chodzi np. o to, żeby precyzyjnie określić, kto może tworzyć plany zabezpieczenia technicznego, a kto ochrony fizycznej. Teraz zdarzają się sytuacje, że pod planem zabezpieczeń technicznych podpisuje się niemający w tej materii doświadczenia posiadacz licencji fizycznej II stopnia. I odwrotnie. To był postulat technicznej części naszej branży. Również w propozycjach chodzi o to, kto może uzyskać licencję, jakie musi mieć wykształcenie lub kursy itd.

Mieliście uwagi do nowego rozporządzenia o transporcie wartości pieniężnych?

Występuje w nim zapis o tym, że do jednej jednostki obliczeniowej (tj. 120-krotności przeciętnego wynagrodzenia) można przenosić wartości, nie posiadając licencji ani koncesji, wystarczy zarejestrować usługę transportową. Z pojemnikiem typu C lub D wystarczy „przebiec się” np. po 100 sklepach w galerii handlowej i z każdego za 20 zł pozbierać utarg. To niezdrowa konkurencja, która zamiast obiecywanego podniesienia poziomu bezpieczeństwa obniża je. Wyspecjalizowana firma nie zatrudnia „biegaczy”, tylko profesjonalnych pracowników ochrony z odpowiednim wyposażeniem
Ujawniła się sprawa związana z bankowozami, co do których działa równocześnie stare i nowe rozporządzenie. Stare bankowozy mogą funkcjonować dalej, pod warunkiem przechodzenia badań technicznych, ale nie są one takie, jak wymaga nowe rozporządzenie.

Dla branży tematem niewygodnym jak bolący odcisk są zamówienia publiczne, ze stawkami na poziomie niekiedy skandalicznie niskimi. Dołożyły do tego stanu cegiełkę także same firmy ochrony, godząc się na takie praktyki dawców przetargów i nakręcając spiralę dumpingowej konkurencji. Widziałem ogłoszenie o wyniku przetargu na ochronę ze zwycięską ofertą firmy ok. 4,70 zł za godzinę pracy pracownika. Znam próby tworzenia przez PIO stawek dla kontraktów na ochronę. Uczciwy poziom najniższej stawki to dzisiaj ok. 14 zł. Wasze działania są chyba niezbyt skuteczne?

Może do końca tak nie jest. W firmach komercyjnych podejście do bezpieczeństwa jest inne i stawki bywają czasem wysokie. A do zamówień sektora publicznego wielu naszych członków nie podchodzi bądź mówi, że przestanie. Przykładowo, sądy, prokuratury, izby skarbowe, ZUS – to instytucje, które z racji swojego powołania powinny dbać o prawo i uczciwe praktyki, a są w tej dziedzinie producentem szkodliwych patologii. Boją się też, że NIK wytknie im marnotrawstwo. Twierdzę, że oni kupują fikcję zamiast ochrony – ze źle opłacanymi, źle wyszkolonymi, nieumotywowanymi i bywa, że nielojalnymi pracownikami. Zaoszczędzą na przetargach zaplanowane w budżecie pieniądze na ochronę, a potem – bo przenieść tych oszczędności na rok następny nie mogą – znajdują sposoby, jak je rozdać sobie w formie premii i nagród. A w tle mówi się o kiepskim losie pracowników ochrony i o ich przyszłych głodowych emeryturach...

Gdzieś przeczytałem, że 91% przetargów w Polsce miało bodaj w ubiegłym roku tylko jedno kryterium: najniższej ceny. To nie patologia?

Może jakieś zmiany nadchodzą. W lipcu 2010 r. Urząd Zamówień Publicznych zwrócił się do nas z prośbą o ustalenie obszarów zastosowania innych niż cena kryteriów oceny ofert w przetargach dotyczących naszej branży. W październiku tego roku otrzymaliśmy z UZP 169-stronicowy dokument pod nazwą Kryteria oceny ofert w postępowaniach o udzielenie zamówienia publicznego – przykłady i zastosowanie. W dokumencie tym znajdują się pozacenowe kryteria w obszarze zamówień z naszej branży. Pozostaje kwestia ich wprowadzenia i ograniczenia strachu urzędniczego przed kontrolerami.

Do połowy 2012 r. PIO jest kadencyjnym przewodniczącym Klubu Europejskich Organizacji Branży Ochrony – ESBOC...

O współpracy organizacji ochrony z naszego regionu myśleliśmy już dawno. Dopiero jednak w 2005 r. mieliśmy w Kudowie spotkanie nawiązujące współpracę z Czechami, potem ze Słowakami, doszli Węgrzy. Ostatnim członkiem ESBOC jest federacja ukraińska.
Najważniejszą sprawą jest przekaz doświadczeń. Rynki ochrony, prawo regulujące zasady działania oraz praktyka funkcjonowania różnią się w naszych krajach, czasem znacznie. My od czternastu lat mamy ustawę o ochronie osób i mienia, Czesi – wykorzystując nasze doświadczenia – nad nią pracują, podobnie Ukraina. Dawno tę ustawę mają Węgrzy – zazdroszczę im obowiązkowej przynależności firm ochrony do samorządu zawodowego. O tym, że nie jesteśmy „stowarzyszeniem kanapowym”, świadczy – takie pogłoski do nas dochodzą – to, że międzynarodowa organizacja zrzeszająca pracodawców branży ochrony uważa nas za konkurencję. Ale my nie zajmujemy się sprawami na styku pracodawca–pracownik.

W ubiegłym roku zmieniliście formułę biuletynu Izby, który teraz bardziej przypomina czasopismo...

Chcemy go wydawać kwartalnie, barierą jest trudność w pozyskaniu reklamodawców, tę mają chyba wszyscy wydawcy. Staramy się jak najmniej obciążać skromny budżet, choć kłopotów ze spływem składek aż takich nie mamy. Nie utrzymujemy, jak niektórzy, wirtualnych list członkowskich i księgowości – zalegający z płatnościami powyżej dwóch kwartałów są skreślani z listy członków.
Staram się, by biuletyn zachował informacyjny charakter, choć teraz wiele spraw trzeba podawać w skróconej, sygnalnej formie. Ale mamy na łamach trochę więcej publicystyki i wydarzeń, także tematyki edukacyjnej.

Wymieńmy inne, ważne dla Izby sprawy.

Sposobem zarabiania dodatkowych środków dla Izby są też prace rzeczoznawców Izby. Naszym dziełem jest opracowanie dla warszawskiego Centrum Nauki Kopernik wariantowej koncepcji ochrony i na jej podstawie planu ochrony, wraz z instrukcjami i procedurami postępowania w sytuacjach wystąpienia zdefiniowanych zagrożeń. Trzeba go po roku zweryfikować, bo obiekt jest zupełnie nowy. Robiliśmy koncepcję ekonomiczną wyboru firm ochrony dla dwóch oddziałów Gaz-Systemu, opracowaliśmy procedury bezpieczeństwa dla sieci supermarketów Lidl. Jesteśmy w trakcie rozmów i uzgodnień tematyki i zakresu szkoleń dla pracowników firm ochrony wykonujących zadania dla tej sieci. Nawiasem mówiąc, dopiero co przeprowadziliśmy dla naszych rzeczoznawców kolejne szkolenie uprawniające do działania w roku następnym.
Nadal będziemy organizować „Konferencje Branży Ochrony”. To stały już element działalności naszej Izby, sale zawsze są pełne. Będą organizowane dwa razy w roku. Kolejne spotkanie jest planowane w trzeciej dekadzie marca 2012 r.
Na najbliższym Secureksie będziemy mieć zbiorcze stoisko dla firm zrzeszonych w PIO. We wcześniejszych edycjach bywali na nim i złoci medaliści. Na razie zaplanowaliśmy 60 m2. Targi wynajmują minimum 6 m2 powierzchni, u nas można zająć nawet tylko metr. To może wystarczyć małej firmie do zasygnalizowania swojej oferty.
Planujemy zorganizowanie szkolenia z rozszerzonego zakresu pomocy przedmedycznej. Dla zwiększenia umiejętności pracowników ochrony i rozszerzenia zakresu usługi. Jestem po rozmowach z prezesem PCK. Myślimy o programie pilotażowym dwudziestu szkoleń. Szukamy sponsora, bo dla firm mają być one bezpłatne.
Rozwijają się inne formy, np. holenderska firma organizowała dla nas niedawno prezentację dotyczącą racjonalizacji czasu pracy w agencji ochrony, z wykorzystaniem ich programu informatycznego.

Dla zaakcentowania zostawiłem na koniec temat działalności Fundacji Pomocy Pracownikom Ochrony i Ich Rodzinom „Ochrona i Pomoc”.

Została zarejestrowana w 2007 r., potem uzyskaliśmy status organizacji pożytku publicznego. Zależy nam na rozszerzeniu jej działania, bo jest bardzo potrzebna. Przykładem niech będzie czerwcowy wypadek drogowy, w którym życie straciło siedmiu pracowników firmy ochrony, dziewięciu było rannych. Zostały po nich nawet podwójne sieroty. Chcemy też przeprowadzić kampanię w firmach dla przekazywania 1% podatku na tę Fundację. Niezamożnych pracowników to nie zuboży, a pomoc ta jest adresowana głównie do tej grupy.
A ja bym specjalnie uwrażliwiał właścicieli firm ochrony. To jest wydatek dużo mniejszy od kupna następnego samochodu.

Dziękuję za rozmowę

 
POLECAMY!

Bezpłatnie

Polish (Poland)

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wiecej informacji o cookies i sposobach ich usuniecia mozna znalezc w naszej polityce prywatnosci.

Akceptuje cookies z tej strony.