Andrzej Popielski
W tej firmie istnieje jeden produkt i zarazem narzędzie, wokół którego kręci się prawie wszystko. To karta plastikowa.

 

Co pewien czas goszczą na łamach „Systemów Alarmowych” firmy współpracujące z nami, zarazem nietuzinkowe, ważne dla branży ochrony. Uważamy, że należy się im ten honor i rzadko spotykana dzisiaj bezpłatna promocja. Ich doświadczenia techniczne i biznesowe są cenną podpowiedzią dla innych. To przecież ciekawe, jak ci znaczący na rynku dochodzili do swoich mniejszych lub większych sukcesów.
Zadanie szerszego opisania krakowskiej firmy Unicard SA przekracza jednak możliwości tego artykułu. Firma ma prawie 20 rynkowych specjalności technicznych (urządzeń, systemów i oprogramowania). Są to wszystkie możliwe rodzaje kart plastikowych i urządzeń do ich stosowania, systemy kontroli dostępu, rejestracji czasu pracy, niskoprądowe, parkingowe, obsługi targów, wyciągów narciarskich, obiektów sportowych, ochrony księgozbiorów, flotowe, lojalnościowe, ochrony zasobów informatycznych, dla komunikacji miejskiej, służby zdrowia, karty studenta itd. Sami nie mamy wielu własnych odczuć dotyczących powstawania tego asortymentu. Podczas kilkugodzinnej wizyty zobaczyliśmy w Unicardzie niedużo, jedynie kilka cząstkowych zabiegów przy personalizacji kart. Ponieważ jednak długo rozmawialiśmy, to wybraliśmy do omówienia kilka interesujących historii.
Co robi Unicard? – czyli to samo pytanie z innej strony. Wykonuje usługi w zakresie automatycznej identyfikacji osób. Jest projektantem i producentem. Jest także integratorem swoich i cudzych produktów we własne systemy ochrony mienia i kartowe oraz dystrybutorem urządzeń innych producentów. O tym będzie dalej. Firma jest duża, jak na polskie warunki. Zatrudnia ok. 100 osób, ma 2 biura terenowe. Po ocenie dynamiki wzrostu obrotów można uznać, że rozwija się dynamicznie. W ostatnim roku ten wskaźnik wyniósł 30%, w kilku poprzednich po kilkanaście. Można powiedzieć, że jest to efekt ożywienia gospodarki, ale jak mówi Paweł Sławek, prezes zarządu firmy, taki czas też trzeba umieć wykorzystać.

 

Jak się zaczęło?

Ze wspomnień Marka Krawczyka, współwłaściciela Unicardu i do niedawna jego prezesa, wynika, że autorami tego biznesu było w 1991 r. czterech młodych ludzi – koledzy ze szkoły i studiów – Jacek Biskupski i Marek Krawczyk oraz Mariusz Mielewski. Do trójki krakowian po wydziałach elektrycznych dołączył Richard Lucas, wykładający w Polsce młody ekonomista angielski po Cambridge.
Prawie wszyscy mieli jakieś zagraniczne doświadczenie. Marek Krawczyk był w Anglii 5 lat, rozkręcił tam nawet niewielki własny interes: instalacje elektryczne centralnego ogrzewania. Jacek Biskupski lepiej poznał Szwecję. Ci ludzie wyobrazili sobie biznes związany z kartami plastikowymi i tym, co z tematem jest związane. Czas im sprzyjał... ale niespecjalnie. Byli absolutnymi pionierami – w ówczesnej Polsce wtedy wyłącznie posługiwano się gotówką, a inflacyjna cena kilograma marchwi była wyższa niż milion złotych. Nie było też specjalnego zapotrzebowania na takie pomysły, pierwsze lata poświęcili więc na zdobywanie doświadczeń w technice kartowej i biznesie. Były też i jaśniejsze strony. Dzisiaj z kilkunastoma tysiącami dolarów kapitału początkowego wiele by nie zrobili. Początkowo zajmowali się dystrybucją oraz m.in. personalizacją kart, czytaj wykonywaniem nadruków. Jak mówi Marek Krawczyk – przyjęto ze łzą w oku założenie, że wszystkie zarobki przez 4 lata pójdą w rozwój firmy.
Używano wtedy tylko kart z paskiem magnetycznym. Technologie stykowe, zbliżeniowe pojawiły się później. Za granicą były już jakieś tego zaczątki, jednak – to prawo nowości – w cenach nierynkowych. Jednymi z pierwszych klientów młodej firmy były biblioteki krakowskie, wypożyczalnie książek i różnego sprzętu, a karty bazowały głównie jeszcze na kodzie kreskowym. Pracowano na dużych maszynach, jeszcze bez komputerów; wydruk i projektowanie były dosyć skomplikowane i z dzisiejszego punktu widzenia archaiczne. Jednym z pierwszych większych kontraktów było wykonanie biletów dla krakowskiego MPK, do dzisiaj Kraków używa tych biletów jeszcze z kodem kreskowym (wdrażana jest nowa karta miejska). Kolejnym był duży, z prawdziwego zdarzenia system kontroli dostępu na karty dla Banku Przemysłowo-Handlowego.
Także już w pierwszych latach istnienia zrobili w Szczyrku pierwszy system kartowy obsługujący wyciąg narciarski. Śnieg, mróz, wilgoć – trzeba było zastosować mechanikę, grzanie i czyszczenie kart. Silniki, tryby – urządzenie czytające karty magnetyczne było duże, skomplikowane i lubiło się psuć. Pomimo tego ten pierwszy deficytowy dotychczas ośrodek narciarski zmienił się szybko w dochodowy, bo system kompletnie wyeliminował złodziejstwo. Zdarzały się sabotaże, cięcie lin, niszczenie czytników. Ale przeciwnik się poddał i narciarstwo w Polsce okazało się świetnym biznesem. Inna sprawa, że górale (tym razem właściciele wyciągów) czytniki nowej generacji na karty zbliżeniowe, w których nie ma już mechaniki, też odkręcają i zabierają do domu. Aby ktoś nie ukradł.
Nie będziemy tu opisywać przekształceń własnościowych i wydzielania nowych spółek tworzących grupę firm Unicard, zajęłoby to za dużo miejsca. Wszystkie miały korzenie w dwóch powstałych w 1991 r. spółkach Digitcard-Unicard i Akces-Card. Ich połączenie w 2001 r. oraz dołączenie Opelli-Unicard w 2006 r. dało obecną spółkę akcyjną Unicard.

Refleksje

W Unicardzie wychowanie fachowca trwa nieraz 2 lata. Fluktuacja w firmie nie jest i nie była duża. Ale 3 lata temu firma miała pewien kryzys, gdy straciła 3 kluczowych informatyków. Na rynku krakowskim trwa ostra walka o inżynierów, informatyków, istotne oczywiście są płace. Wyciągnięto z tego wnioski, rozdziela się też tak pracę i stanowiska, aby w firmie nie było osób niezastąpionych.
Marek Krawczyk raz jeszcze: Co zmieniłbym, patrząc z perspektywy lat? Zbudowałbym wcześniej dział software’owy. Korzystaliśmy z outsourcingu przez zbyt długi czas. Był on bardzo dobry, bo nie był stałym kosztem, ale po dojściu do pewnego etapu rozwoju, gdy chcieliśmy podnieść jakość, stał się kulą u nogi. Zbudowaliśmy więc szybko dział rozwojowy, później dział programistyczny, ten proces będzie trwał. Wcześniej wszedłbym też bardziej zdecydowanie w systemy słaboprądowe. Pewnie moglibyśmy zająć lepszą pozycję rynkową, choć obecna nie jest zła. A sukcesem jest to, że jeszcze istniejemy i to z ciągłymi ambicjami na rozwój.

Wizytówki

W statystyce wykonanych usług przez Unicard imponująca jest liczba ok. 3 tysięcy wdrożonych instalacji, głównie KD i RCP. Jaki fragment rynku kart zajmuje krakowska firma? Według prezesa Pawła Sławka jest to ok. 15%. W specjalności kartowej firma wprowadziła dotąd blisko 80 milionów kart spoza sektora kart płatniczych (z małymi wyjątkami) i kart telefonicznych. Wydaje ich rocznie 3 – 7 mln. Są one – nie trzymając się ściśle klasyfikacji – zwykłe plastikowe, magnetyczne oraz elektroniczne: stykowe, zbliżeniowe, hybrydowe, dualne itd.
Służą identyfikacji, systemom lojalnościowym, jako karty rabatowe, stałego klienta oraz, oczywiście, jako karty innych rozbudowanych systemów. Unicard jest także historycznie jedną z pierwszych firm (nie tylko w Polsce) wytwarzających złożone systemy kartowe, wykorzystujące karty elektroniczne, np. zbliżeniowe
W systemach obsługi wyciągów narciarskich udział Unicardu obejmuje ok. połowy rynku (80 systemów). Najbardziej spektakularnym rozwiązaniem jest tzw. Karta Białczańska, która otrzymała główną nagrodę na Karcie 2002 – przypomina Grzegorz Wilczak, kierownik Działu Marketingu. Był to pierwszy w Polsce system integrujący obsługę biletowo-finansowo-rozliczeniową różnych właścicieli i ośrodków. Klient może kupić i oddać karnet zbliżeniowy w którymkolwiek. Jedna karta obsługuje dostęp do wyciągów narciarskich, usług parkingowych i innych. System działa już w innych miejscach. Można go umownie nazwać elektronicznym pieniądzem lokalnym.
Doświadczenia wspólnej karty zostały wykorzystane w komunikacyjnych kartach miejskich oraz w wieloaplikacyjnej karcie studenta (m.in. z ładowanym komunikacyjnym krakowskim biletem okresowym) – wyróżnienie na Karcie 2006 r. ZOZ z warszawskiej Pragi-Południe jest chyba jedynym w Polsce, który do Narodowego Funduszu Zdrowia przekazuje prawdziwe i dokładne dane o kosztach swoich usług medycznych. Unicard jeszcze w pierwszej połowie lat 90. wygrał przetarg na pilotaż systemu dla służby zdrowia i zrealizował go na podstawie doświadczeń niemieckich kas chorych (AKERUM).
Ciekawostką z Unicardu jest niewątpliwie wykonanie mniejszych systemów kartowych – głosowania i podpisu elektronicznego. Interesujące jest także wykorzystanie kart Unicardu w systemach vendingowych, jako elektronicznej portmonetki, np. do opłacania w firmie posiłków w stołówce, zakupu drobiazgów w automatach sprzedających (ładowalna impulsami karta parapłatnicza).

Unicard – na ile producent, na ile dystrybutor?

Ten problem zajął trochę czasu w rozmowie z Pawłem Sławkiem, prezesem zarządu i Tomaszem Morawikiem, dyrektorem Wydziału Produkcji i Logistyki.
Odpowiedź usłyszałem niejednoznaczną, bo i jedno, i drugie – a ponadto integrator, kto wie, czy nie bardziej? W dwóch ważnych dla firmy specjalnościach, tj. w kontroli dostępu i systemach rejestracji czasu pracy, prawie wszystko jest projektowane i wykonywane w Krakowie. Tak samo jest w przypadku systemów do obsługi wyciągów narciarskich. Czasami stosuje się sprzęt innych producentów, bo tak sobie klient życzy – a systemy Unicard wytwarza na tzw. miarę. Handluje też samymi urządzeniami innych producentów.
Produkuje zaś swoje urządzenia korzystając z polskich producentów układów elektronicznych (np. Protec Digital).
Unicrad ma Dział Technologiczny zajmujący się projektowaniem urządzeń, wdrażaniem nowych technologii, ogólnie rzecz opisując – rozwojem. Tak więc zaimplementowanie nowej zagranicznej technologii jest tylko kwestią potrzeb i, oczywiście, czasu. Przykładem mogą być urządzenia serii SD i ASR wykorzystujące rozwiązania kart zbliżeniowych. Dla przykładu – mówi Tomasz Morawik – jedną z technologii zaimplementowanych w tych projektach jest technologia kart Mifare (częstotliwość 13,56 Mhz). Należy zwrócić uwagę na fakt, iż ta technologia jest wykorzystywana przez Unicard w pełni, bez omijania trudnych zagadnień technologicznych. Tak więc dane są zabezpieczone w zależności od potrzeb klienta, według różnych poziomów zabezpieczeń. I dalej – jeśli klient kupuje w Unicardzie centralę kontroli dostępu, to centrala będzie na pewno własnej produkcji. Czytniki mogą być Unicardu lub kilku czołowych producentów zachodnich. Czytniki krakowskie można dostosowywać do central innych wytwórców. Itd.



Co nowego?

Wprowadzany jest np. nowy sterownik SD 2600 dedykowany do kontroli dostępu, opracowany z myślą o zastosowaniach w systemach inteligentnego budynku. Jest adresowany do dużych firm i wielu czytników. Jest przystosowany do łączenia czytników w sekcje i do tego, aby współpracować z innymi systemami.
W tym roku na rynku znajdzie się także nowa wersja z numerem 7 czytnika narciarskiego z serii UNiTiCKET (dla różnych obiektów sportowych). Czytnik ma tradycyjnie podgrzewaną, wodoodporną i odporną na urazy mechaniczne obudowę. Zaprojektowano go już na innych platformach procesorowych. Syntetycznie opisuje go bardziej ogólna tendencja rozwojowa: dążenie do miniaturyzacji i estetyczniejsze wzornictwo. Kontynuowane są prace nad nową serią urządzeń do systemów kontroli dostępu i naliczania opłat dla narciarzy.
Z oprogramowania: trwają ciągle prace nad rozwojem UniPerso, służącym do kompleksowej personalizacji kart plastikowych (graficznej oraz magnetycznej i elektronicznej, tj. kodowania paska magnetycznego oraz układu elektronicznego stykowego i zbliżeniowego). Oprogramowanie jest adresowane do firm i instytucji, które chcą same personalizować swoje karty. UniPerso jest np. wykorzystywane przy wykonywaniu kart studenta przez uczelnie.
Co jeszcze: przygotowywana jest wielojęzyczna wersja oprogramowania rejestracji czasu pracy oraz system analiz umożliwiający wybranie z baz danych informacji i ich dowolną analizę. Doskonaląc oprogramowanie zarządzające urządzeniami chcemy zbudować globalną platformę do zarządzania budynkiem – konkluduje Tomasz Morawik. W planach mamy integrację w jeden system różnych technologii, uzupełniając je również o biometrię.

O normalizacji

Początkowo w firmie stosowaliśmy angielskie nazewnictwo dotyczące kart, potem opracowaliśmy nasz słownik wewnętrzny – mówi dr inż. Jacek Biskupski. Na jego podstawie powstała przygotowywana do druku Polska Norma PN-I-1000 określająca terminologię dla kart identyfikacyjnych (w tym bankowych).
Unicard, w osobie doktora Biskupskiego jako eksperta, uczestniczy w pracach normalizacyjnych w Polskim Komitecie Normalizacyjnym, w organizacjach: ISO (światowa) i CEN (europejska). Zwykle – nie tylko w Polsce, ale i w Europie – praca taka polega na tłumaczeniu norm, weryfikacji treściowej i edycji. Jeśli są gotowe dobre wzory, to nie ma co wyważać otwartych drzwi.
Normy kartowe np. opisują cechy fizyczne kart magnetycznych i elektronicznych (stykowych i bezstykowych). Inne opisują praktyczne ich zastosowanie w różnych aspektach (np. bankowości, telekomunikacji), nawiasem mówiąc w branżach, które są największymi odbiorcami kart.
Doktor Biskupski sądzi, a to pesymistyczna opinia, że niedługo możemy – jako Polska – przestać być aktywnym członkiem organizacji normalizacji światowej. Nowelizowana ustawa o Polskim Komitecie Normalizacyjnym zakłada likwidację finansowania nielicznych zresztą wyjazdów eksperckich, przerzucając ten problem na barki delegujących ich firm. Wiele firm, a nawet branż, jak bankowość, nie jest tym zainteresowanych. Może więc być tak, że na ważne spotkania będą jeździć urzędnicy, a reprezentacji technicznej nie będzie.
W komisji kartowej PKN są podobno zaledwie 2, 3 osoby, które stać na wyjazdy dotychczas niesponsorowane. Właśnie z powodu niesponsorowania eksperci z krajów byłego bloku wschod-niego właściwie nie są reprezentowani w międzynarodowych gremiach normalizacyjnych. Jacek Biskupski przez 10 lat był chyba jedynym.

Bezpieczeństwo kart bankowych

Może wyglądać na logiczną sprzeczność, że firma będąca jednym z największych dostawców kart magnetycznych od dawna usilnie popularyzuje świadomość wśród użytkowników o konieczności szybkiego zastąpienia ich kartami elektronicznymi bezstykowymi. Nowe technologie są zdecydowanie korzystniejsze (łatwiejszy zapis, tańsze urządzenia i nieporównywalnie większy poziom zabezpieczeń).
Działalność Unicardu w zakresie kart magnetycznych zresztą już się kończy. Byliśmy pierwszą firmą na rynku polskim – kontynuuje dr Biskupski – która zajęła się nimi. Byliśmy także jednymi z pierwszych, którzy zorientowali się, że zapis magnetyczny jest niebezpieczny, nietrwały, łatwo powielany nawet chałupniczymi metodami. Uświadamiam bankowcom, choćby na Forum Nowych Technologii przy Związku Banków Polskich, że pasek magnetyczny nie jest żadnym zabezpieczeniem. To jest rozwiązanie porównywalne z kodem kreskowym – w latach 70. wprowadził je IBM, aby ułatwić dostęp długiego numeru bankowego. Wiele kart magnetycznych można było rozmagnesować np. magnetycznym zapięciem od damskiej torebki. Bankowość dopiero niedawno zmieniała ten pasek.
Także wśród pierwszych sugerowaliśmy bankom przejście na karty elektroniczne z chipem. Banki są dość odporne na tę wiedzę. W 1996 r. obroniłem doktorat, którego tezą była myśl o przejściu na karty elektroniczne z powodu możliwego wystąpienia dużej liczby nadużyć.
Niestety potwierdziło się to. Ironia losu jest taka, że jako biegły sądowy od 10 lat dobrze żyję z problemu, który dobrze zidentyfikowałem i z którym walczę. Jest wielomiesięczna kolejka do mojego laboratorium spraw związanych z nadużyciami na kartach magnetycznych. Sytuacja nie jest zresztą komfortowa. Unicard jest jednym z największych rynkowych dostawców koderów i czytników, które trafiają do mnie jako biegłego sądowego do ekspertyzy w laboratorium w Unicardzie. Mam też czytnik innej produkcji używany wcześniej przez jeden z gangów, który ukazuje skalę problemu. Znajduje się w nim 300 PIN-ów! W tym jednym urządzeniu są przejęte dane z kart bankowych 300 ludzi. Fakt, że PIN nie jest już nawet formalnoprawnym zabezpieczeniem transakcji (obecnie jest nim klucz elektroniczny certyfikowany prze firmę mającą prawo do jego wydawania), stwarza wiele problemów prawnych związanych z przestępstwami kartowymi. Zdarza się, że ktoś pobiera w bankomacie 500 zł, a bank przysyła mu zawiadomienie o pustym koncie, na którym było np. 100 tys. zł. Biegły w takich sytuacjach ma bardzo trudne zadanie. Czy jest to oszustwo klienta, czy działanie grupy przestępczej skutecznie kradnącej PIN-y?
Urządzenia do kodowania kart magnetycznych są dostępne bez przeszkód. Unicard próbuje zainteresować policję ich rejestracją. Niestety nie może ona podobno ingerować w obrót gospodarczy. Ponieważ firma nie chce sprzedawać ich przestępcom, wprowadziła wewnętrzne zarządzenie o rejestracji każdego kupującego z dowodu osobistego. Było już kilku zainteresowanych natychmiastowym kupnem kodera za gotówkę, którzy poszli do samochodu po dokument tożsamości i już nie wrócili...

***

Konkurencja jest coraz większa – podsumowuje Paweł Sławek, prezes Zarządu Unicardu. Jednocześnie oceniamy, że polski rynek kart nie jest nasycony oraz że wykształcą się na nim nowe potrzeby klienta. Jesteśmy na to gotowi. Sprzyja nam to, że jesteśmy producentem, dystrybutorem, ale także integratorem, a klient często woli współpracować z takim jednym kompleksowym podmiotem o dużym dorobku.
Mamy wielu klientów dużych, instytucjonalnych, bardzo wymagających w sensie jakości i nowoczesności rozwiązań. Korzystają z naszych kart, urządzeń i aplikacji komunikacje miejskie, ZUS, NFZ, wojsko i policja. Do wymagań przetargowych i ochrony informacji stworzyliśmy kancelarię tajną. Najmniejsi klienci są związani z nami od lat i nie odchodzą, bywa że przychodzą od konkurencji. My szanujemy i dużych i małych.


Unicard radzi

Częstym sposobem działania przestępców przy kradzieży PIN-ów jest umieszczenie w bankomacie podglądającej mikrokamery z zasilaczem dodatkowego czytnika magnetycznego, który przekazuje odczytywane PIN-y (a są to tylko 4 cyfry) do siedzącego niedaleko w samochodzie przestępcy z koderem, który natychmiast wykonuje duplikat paska. Klient przy bankomacie nie ma szansy zauważenia miniaturowej kamery. Może jednak zauważyć jakąś naklejkę na lub przy klawiaturze – wtedy powinien odstąpić od operacji i powiadomić personel bankowy. Do operacji bankomatowych należy podchodzić z ograniczonym zaufaniem, gdyż tak naprawdę nie ma ochrony, która by skutecznie broniła posiadacza karty przed utratą pieniędzy.



 
POLECAMY!

Bezpłatnie

Polish (Poland)

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wiecej informacji o cookies i sposobach ich usuniecia mozna znalezc w naszej polityce prywatnosci.

Akceptuje cookies z tej strony.