System alarmowy na Westerplatte - Polacy nie gęsi...

Andrzej Popielski

Świetnie się składa, że ta historia ujrzy światło dzienne w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej.

Przyjmuje się, że wojna zaczęła się 1 września 1939 r. od ostrzelania o 4:45 przez pancernik „Schleswig-Holstein” polskiej Wojskowej Składnicy Tranzytowej „Westerplatte” – chociaż o kilka minut wcześniej Niemcy zbombardowali np. Wieluń i saperów mających wysadzić most w Tczewie. Ten tekst jest o nieznanym epizodzie dotyczącym Westerplatte– dla polskiej branży zabezpieczeń technicznych sensacyjnym, bo przedłużającym jej historyczne korzenie.

Zbierając dokumentację do reportażu o polsko-szwedzkiej firmie Alarmtech, otrzymaliśmy od dr. inż. Waldemara Tlagi ( Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. ), jej współwłaściciela, niezwykłe materiały o systemie alarmowym na Westerplatte. Gdańska firma wspiera stowarzyszenie pasjonatów rekonstruujących to miejsce, zbierających o tej placówce wszelką dokumentację: dokumenty, zdjęcia, filmy, wspomnienia oraz broń, a nawet przedmioty codziennego wyposażenia. Okazało się np. że bombardowanie pancernika przetrwała część porcelanowej zastawy z kasyna wojskowego.

Alarm z Westerplatte

System alarmowy został zainstalowany w Wojskowej Składnicy Tranzytowej w 1932 r. i chyba – tak myślę – nie należy zakładać, że był pierwszy w Polsce. Korespondencja, którą przytoczymy, traktuje zamówienie na tę inwestycję ochronną jak robotę rutynową, zwyczajną. Ale możliwe, że taki system był 77 lat temu pierwszym lub jednym z pierwszych w polskim wojsku.

Ślady wiedzy o nim odnaleziono w londyńskim Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. W. Sikorskiego. To w sumie kilkanaście oficjalnych listów, odręczny rysunek przebiegu instalacji telefonicznych i alarmowych oraz faktura. Jest to dokumentacja tajnego dialogu prowadzonego pomiędzy warszawskimi Zakładami Tele- i Radiotechnicznymi z ówczesnym komendantem Westerplatte, kapitanem Janem Lityńskim. Nie odnaleziono dokumentacji projektowej, stąd o ważnych szczegółach technicznych można tylko domniemywać, choćby po specyfikacji zamówienia na materiały. Ale poszukiwania trwają.


Dokumenty o systemie odnaleźli w Instytucie Polskim i Muzeum Sikorskiego w Londynie
członkowie Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST na Westerplatte.


System został zamówiony przez wojsko w warszawskich Państwowych Zakładach Tele- i Radiotechnicznych. Mówiąc wcześniej o tym, że może nie był to pierwszy taki system, mam na myśli umieszczoną w tej korespondencji wzmiankę: „Dotyczy sygnalizacji alarmowej na zamów. Nr 26/32 Tjn.)”.

Stołeczne zakłady prowadziły badania, konstruowały i wytwarzały sprzęt głównie na zamówienia państwowe i dla wojska. Produkowały m.in. radiostacje, stacje nadawcze i odbiorcze, radiolatarnie, radionamierniki oraz inny sprzęt radiokomunikacyjny naziemny, lotniczy i morski. Dla rynku cywilnego masowo produkowano tam tanie radioodbiorniki, m.in. popularnych „detefonów" wykonano do 1939 r. ponad pół miliona sztuk. Firma rozwijała się dynamicznie i nawet wg dzisiejszych ocen była duża. Zatrudniała 3600 pracowników. Przed wojną powstały jej filie w Centralnym Okręgu Przemysłowym.

Rok założenia systemu był trudnym czasem dla granicznego Westerplatte i polskości w Wolnym Mieście Gdańsku (WMG). Był to rok tzw. kryzysu gdańskiego, wynikłego z podważania prawa Polski do stacjonowania jej okrętów wojennych w porcie gdańskim przez proniemieckie władze tego miasta-państwa. Właśnie w 1932 r. na polecenie marszałka J. Piłsudskiego polski okręt ORP „Wicher” wymusił groźbą ostrzału urzędów gdańskich milczącą zgodę władz WMG na powitanie eskadry niszczycieli Royal Navy i w konsekwencji przedłużenie umowy o stacjonowaniu.

Westerplatte – półwysep przy ujściu Martwej Wisły, zalesiony i zakrzewiony, przy szczupłej wówczas załodze wojskowej i trudnej sytuacji politycznej – mógł stwarzać problemy ze skuteczną ochroną. To były pewnie najważniejsze powody decyzji o zainstalowaniu systemu alarmowego. Sucha korespondencja dotyczy jednak tylko okresu instalacji i nie sięga do innych faktów niż wykonawcze.

O systemie

Jak mówi dr W. Tlaga, system funkcjonował do 1936–37 r. Wtedy zakończono budowę właściwych wartowni, nowych koszar i zwiększono załogę. Można było już chronić składnicę ludźmi i architekturą. Nawiasem mówiąc, jednostka na Westerplatte nigdy nie była osobowo duża. W chwili wybuchu wojny liczyła 205 osób (wg. najnowszej książki Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego „Westerplatte 1939. Prawdziwa historia” w jednostce było około 235 żołnierzy).


System alarmowy został zbudowany przez wojsko, z pomocą inżyniera Zdzisława Raczyńskiego z Państwowych Zakładów Tele- i Radiotechnicznych, wg projektu PZT i dostarczonych elementów składowych. Warszawskie zakłady, określając początkowo całkowite wykonawstwo na pięć tygodni, trochę opóźniły inwestycję z uwagi na obecność zaufanego inżyniera Raczyńskiego na ćwiczeniach wojskowych. Kapitan Jan Lityński dążył do szybkiego zakończenia budowy, ale chciał, aby sprawę załatwiał człowiek całkowicie pewny, przestrzegający tajemnic wojskowych. Wszelką korespondencję w tej sprawie traktowano jako ściśle tajną i przesyłano przez kuriera Ministerstwa Spraw Wojskowych (wyjeżdżał z Warszawy w każdą środę). Jak ocenia dr W. Tlaga, ów system alarmowy był systemem ochrony obwodowej, pewnego rodzaju „zasiekami elektronicznymi”. Czujek PIR jeszcze nie było. Wszystko oparte było na czujnikach stykowych związanych z rozpiętymi linkami. Schemat pokazuje jedną centralkę alarmową, do której podłączono moduły rozszerzeń w kolejnych wartowniach. Wojsko miało potem trochę kłopotu z fałszywymi alarmami, z pewną „nadczułością” systemu na zwierzęta. Westerplatte było terenem dawnego kurortu, na którym ich nie brakowało.

Korespondencja obejmuje okres od 17 maja 1932 r. Zaczyna się od listu domawiającego szczegóły dostawy i sposób załatwiania sprawy, a kończy listem z 9 września tegoż roku, gdy szef wydziału wojskowego w urzędzie Komisarza Generalnego Rzeczypospolitej Polskiej w Gdańsku odsyła kpt. Lityńskiemu zatwierdzoną instrukcję. System został skończony 30 sierpnia i przyjęty jako działający dobrze. Siedem kontaktów alarmowych zostało, w porównaniu do wersji początkowej, przesuniętych i przenumerowanych: Określono je: nr 1 – brama przy willi oficerskiej, nr 2 – wylot alei Gdańskiej przy murze, nr 3 – przedtem 2 itd.

Autorytet wojska

Westerplatte leżące na granicy z Wolnym Miastem Gdańskiem rządziło się ostrymi zasadami etycznymi i dyscypliną. Dobierano tam dobrych żołnierzy. Potwierdza taką opinię list kpt. Lityńskiego. Znalazł się przypadkowo w zbiorze na temat systemu alarmowego. Jest z tego samego okresu, bo z 2 września 1932 r. Komendant Westerplatte pisał w nim do dowódcy 64. Pułku Piechoty w Grudziądzu. Oto obszerny fragment z zachowaniem przedwojennych zasad językowych:
„Odsyłam jako nie nadającego się do dalszej służby w tut. składnicy strzelca Kohnke Ottona. 15 sierpnia br. wymieniony bez zezwolenia poza koszarami po capstrzyku, został za opilstwo i opór władzy aresztowany przez gdańską policję, oddany pod sąd i w trybie przyśpieszonym zasądzony na 11 dni więzienia, którą to karę odbył. Wyrok przeszlę po otrzymaniu go od sądu gdańskiego. Za pozostanie poza koszarami bez zezwolenia ukarałem go 14. dniowym aresztem ścisłym, której to kary nie odbył. Proszę Pana Pułkownika o osobiste oglądnięcie wymienionego, a dojdzie Pan Pułkownik do przekonania, że żołnierz ten o idjotycznym wyrazie twarzy i niedorozwiniętym fizycznie – nie powinien być przysłany do służby w tutejszej składnicy, gdzie wyglądem swoim wobec osób obcych i wrogich, łatwo może rzucić ujemne światło na innych żołnierzy. (..) Wydałem wymienionemu 1 kurtkę i 1 parę spodni sukiennych cywilnych, które po przybyciu wymienionego do pułku, proszę zwrócić tutejszej składnicy (...)”.

***

Przypominając w tytule tego artykułu wiersz Mikołaja Reja o Polakach, którzy: „...nie gęsi i swój język mają”, warto dodać, że także mieli czym chwalić się w technice. Historia pokazuje, że wbrew opiniom o totalnym zacofaniu naszej armii byli wtedy ludzie, którzy potrafili myśleć i używać najnowocześniejszych środków dla wzmocnienia obronności. Polski przemysł zaś mógł wykonać takie zadania. Warto przypomnieć, że lampy elektronowe dopiero się pojawiały, a odbiorniki radiowe były jeszcze kryształkowe.

P.S. Poszukiwania dokumentów trwają. To, co znaleziono, będzie prezentowane w Społecznym Muzeum WST na Westerplatte, tworzonym przez SRH WST.

 
POLECAMY!

Bezpłatnie

Polish (Poland)

Ta strona używa plików cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Wiecej informacji o cookies i sposobach ich usuniecia mozna znalezc w naszej polityce prywatnosci.

Akceptuje cookies z tej strony.